my-nightmare blog

Twój nowy blog

Tak więc wracam na bloga, hyba. Dzięki Kojot za trucie tyłka, się opłaciło. Zapodaj mi kiedyś hasło na swojego bloga bom zapomniała :D

Nie wiem czy Autorce bloga zwyczajnie się nie chce, że wykręca się zapomnieniem hasła na bloga, ale jak widac – nowej notki od dawna nie było.
Tak więc, żeby coś tu się ruszyło, z poczuciem misji piszę tę notkę mając nadzieję, że Autorka zbłądzi na swojego własnego bloga (a nawet jeśli nie, to wyślę jej linka żeby jej to ułatwic) i coś napisze. Potrzebne do tego hasło też jej podsunę, bo jak inaczej. I mam nadzieję, że je zapamięta, lub chociaż zapisze, albo lepiej – wytatuuje sobie na zadku.
Owocnej twórczości ;)

Comacold

Jak??

3 komentarzy

No właśnie… JAK!!??
Jak namalować siedem obrazów w przeciągu 10 dni? Termin prezentacji prac już 24 a ja mam przysłowiową „rękę w nocniku” Natchnienie uleciało wraz z przybyciem nadmiaru czasu a pomysły same do głowy nie wpadną. Pomijając iż zasób moich prac rysunkowych jest nader mizerny i nie przedstawia sobą jakiejkolwiek wartości (no trafi się jedna czy dwie…).
Koń, koń i o cóż za różnorodność znów koń, a końska anatomia od głowy do ogona przeradza się w fantazję.
łącznie muszę złożyć 30 prac, 10-rysónków, 10- malunków i 10- prac dodatkowych (w moim przypadku zdjęć).

Żeby notka nie stała się monotonnym biadoleniem (choć nim jest), przytoczę pewien epizod z dzisiejszego dnia.
Z Kaśką miałyśmy dosłać nasze świadectwo dojrzałości na ASP i postanowiłyśmy tego dokonać właśnie dziś. Pomijając drobne problemy z ustaleniem godziny, jakoś udało nam się wybyć na pocztę. Tam rozgorzała dyskusja na temat kupna koperty itd. Jakimś cudem dotarło do nas, że żadna z nas nie poszukała (nawet) adresu pod który należy wysłać dokumenty… Tak więc wybrała się jedna z drugą na pocztę…

Rozpocznę od mało bierzących informacji:
1 lipca w końskim odbyły się zawody, jak na żałosny poziom (który sobą reprezentuje) udało mi się wystartować… w LL (wysokość przeszkud do 90cm) konkurs był na normę czasu która wynosiła 49s, ale ja przygłupia jestem i myślałam że norma wynosi 39… Przejazd miałam czysty (na 0p karnych) i czas dobry (wg mojej wiedzy) bo 37s… ale lipa na ok 50 jeźdzców byłam jakoś tak 21-22
Ogulnie niedzieje sie nic ciekawego poza tym że doba jest dla mnie stanowczo zakrótka…
Pobódka ok 5 rano i kimanie do 7. Na 8 w końskim, na 8:30 siedze już na koniu 11-12 koniec treningu (Trener się znęca). Konia wymyć, napoić (w przypływie hęci i czasu: nasmarować kopytka, przebrać ogon, podciąć irokeza [brak hęci spowodował że teraz musze to uczynić]). Iść na trawke z rumakiem co by wysehł nietarzając się. Konia na pastwisko wywalam. Teraz następuje czas krąrzenia się po fundacji, zabawa z półkoloniami ;P inne atrakcje, zbieranie wszelakih informacji (pogawędki), prace fizyczne, gra w kosza z więźniami. Zdarza się iż te czynności (jakrze warzbe) trwają do ok 20.
Ah! Ale na piątek zaplanowałyśmy z dziewczynami nockę w końskim. Miało być tak fajnie… Ja, Magda, Aga. Jeleń, Marta (która niezostaje na noc), Bartek (pracownik), Olek i anka. Tak więc o 19 wszyscy zgromadzili się z zapasami. Rozpaliliśmy ognisko (jakoś tak ok 21 bo wcześniej zagorąco). Na rano tak ok 4 zaplanowałyśmy sobie z Agą wyjazd w teren. Ale po wypiciu kilku piw i zjedzeniu kiełbasek zrobiło się hymmm… dziwnie. Aga się obraziła na cały świat i stwierdziła że niezostaje na noc co za tym idzie Magda tesz nie. Reszta towarzystwa prowadziła bardzo zawziętą debatę na temat: poszukiwanie głębi i sensu istnienia w filmie „Kil Bil” i audycjah radiowych… to była wręcz dyskusja na „poziomie”. W takich hwilach człowiek zaczyna mieć kaca moralnego i wyrzuty suminia „co ja tu robie” albo lepiej „Gdzie ja jestem?! I co to za debile!!”. Aż się przykro robi… Postanowiłam opuścić towarzystwo w poszukiwaniu ciekawszego zajęcia, obeszłam całą fundację i wszystkie co ciekawsze zakamarki. w końcu i tak doszło do tego, że lerzałam na ławce gapiąc się w gwiazdy i księrzyc. Jak zwykle naszły mnie czarne myśli bo w końcu jestem urodzoną „optymistką”. Ale jak pech to pech. Człowiek na świecie spokoju niezazna i moje krótkotrwałe samotne szczęście w towarzystkie kiepskiego czarnego humoru nietrwało długo. Ekipa ratunkowa (uzmysłowiwszy sobie, że mnie niema) uzbrojona w latarki zrobione z ekraniku telefonu, widły i inne takie, rozpoczeła poszukiwania. Po odnalezieniu stwierdzili że pewno sama piłam i coś tam… Wkurzyłam się, zaczeli mnie już naprawdę drarznić! Nie jestem duszą towarzystwa (doszłam do jeszcze ciekawszych wniosków, ale przemilcze), spokoju terz niemam i niebawią mnie szpanersko-pijackie zabawy. Znów zniknełam, ale tym razem na dobre, dom to jednak zdecydowanie najlepsze miejsce na spędzanie nocy. Jestem zła, zdołowana i pogryziona przez komary!!

Nigdy więcej towarzystwa!!!!

Czyli Toruń w zdłurz i w szerz.
Zanim jednak o Toruniu…
W piatek wybyłam z mego domostwa mimo nieznośnego upału i podreptałam do zoologicznego.A pognałam po kolerzankę dla Dżumci gdyż szczurki to zwierzatka stadne. I tak oto włorzyłam mą łapę do akwa z maluchami i starymi. Podczas poszukiwań moja ręka zortała obwąhana i ogryziona z karzdej strony. W końcu po ok 20 min poszukiwań dorwałam małego ogonka (wyglądającego na samiczkę)
A oto i ona:
hpim7113_6aae3.jpg
To ta mniejsza, (zdjęcie było robione podczas zapoznawania dziewczyn w akwa). Tu nie widać aż takiej różnycy wielkości ale mała jest dużo mniejsza od Dżumci.
Teraz trohe informacji:
Imię: Tili
Ojciec: xx
Matka: xx
Ur: maj 2006
Płeć: samica
Uszy: standard
Sierść: standard
Oczy: black
Kolor: black hooded
Status: PET
Znaki szczegulne: ogonek do połowy czarny, a dalej różowy, biała kreseczka biegnąca ku pyszczkowi od dołu
Jak narazie mała jest jeszcze wylekniona i jak to młode zwierzątko duzo spi, ale przy żywotnej Dżumci której jest pełno wszędzie zaczyna nabierać pewności siebie.

Hihi tak na marginesie to planuje zakup trzeciego ogonka. Tymrazem jednak będzie to szczurek rasowy (tzn z rodowodem) odmiany: syames velveteeny dumbo bądz syames standard dumbo. Mioty planowane są na jesień więc mi baaardzo odpowiada, najprawdopodobniej będe juz po przeprowadzcew a wtedy wiadomo większa klatka… :D Wszystko jeszcze zalerzy od tego gdzie się na studia dostane.
Więc w sobote skoro świt (jakoś tak 8 rano) Ja wraz z Kaśką zostałyśmy zawiezione przez mojego ojca do Torunia. Huhu tam w miarę szybko odnaleźliśmy Wydział Sztuk Pięknych gdzie złorzyłyśmy papiery. Po tym cięrzkim zadaniu miałyśmy godzinę wolnego na starym mieście. Tam przerzyłam lekki szok gdyż toruński sklep z art papierniczymi był lepiej zaopotrzony niż nasz Elbląski artystyczny. Nie było to zbyt owocna wycieczka ale zdąrzymi się tam nahasać gdyż czekają nas jeszcze wyjazdy na egzaminy itd.

:*3

3 komentarzy

hpidzuma2_f3268.jpg
29 maja do mojego domku przybyło to oto maleństwo!
W końcu udało mi się namówić mame na szczurka! A to trohe inf o niej:
Imię: Dżuma
Ojciec: xx
Matka: xx
Ur: koniec kwietnia/początek maja
Płeć: samica
Uszy: standard
Sierść: standard
Oczy: black
Kolor: black hooded
Status: PET
Niedługo jak dobrze pujdzie to Dżumcia bedzie miała kolerzanke do hasania bo strasznie rozbrykana jest. Istne żywe srebro, trohe tchórzliwe srebro ;) Ale i tak jest bardzo kontaktowa, strasznie ciekawska i wszędobylska o czym przekonała się już moja szafa i wszyscy domownicy :P Jej ulubioną czynnością jest oczywiście jedzenie gerberków i jogurcików, a za cornflaksy ogon dała by sobie uciąć :D

Przez cały tydzień w ferie miałyśmy z dziewczynami treningi z p Zygmuntem. Było ciężko, czasem wręcz tragicznie, ale jak to mówią: „Nie ma tego złego co by na dobre niewyszło”. Teraz Kiler chodzi wspaniale, oczywiście to poczatek pracy, ale zrobiliśmy ogromne postępy (niechwaląc sie oczywiście).

A dziś byłam z Agą w terenie, dopadłam mojego zwierza w boksie i w tempie ekspresowym osiodłałam dziada. Niekręcił się zbytnio, przypuszczam iż nie do końca wiedział co się dzieje, pięć minut i siedziałam już na koniu.
Postanowiłyśmy zgłębiać tajniki zakazanych scierzek, czyli małe wędrówki w okolicach jednostki. Żołnierze dziwwwnie się na nas patrzyli i chyba niebyli do końca pewni czy maja nas przegonić czy dać sobie spokuj. Następnie szwędałyśmy się w okolicach dębicy kombinując jakieś przejście do bażantarni. Ale na kombinowaniu się skończyło.

Ogulnie było fajnie, a po tk wyczerpującej jeździe należy uzupełnić niedobory energii i w taki oto sposób Aga namówiła mnie do złego… mianowicie na hmburgera ^.^

Mroziowisko!!

1 komentarz

No nareszcie odtajałam. Przez te niereformowalne mrozy zrobiłam się okropnie leniwa. Na konie? nie, bo zimno… do szkoły? nie, bo zimni…
A w domu? tylko spać i spać. Poza tym ostatnie dwa tygodnie w szkole to harówka, zagrorzenie z bioli wyciągnełam na 4 i jestem szczęśliwa :)
Za to mój biedny zaniedbany konik cały radosny bo miał aż dwa tygodnie spokoju. Ale teraz sobie postanowiłam, że twardo przez całe ferie bięde z nim pracować.
Poza tym biedak przez te mrozy stał w derce polarowaj aż w koncu dopadłam skarbonkę i kupiłam mu porządną derkę zimową, taką cieplusią, to sie mrozy skończyły…

A wszystko zaczeło ię od słów:
„Ta! w tym roku nic na ostatnią chwilę, wszystko tydzień przed musi być zrobione!!” To filozoficzne stwierdzenie wysnuliśmy z bratm wspominając poprzednie przedświąteczne przygotowania…
A w tym roku wszystko zaczeło się 21 grudnia. Ledwo zaczełam porządki w pokoju (rozplanowane na 2 dni a zajeły mi 4…). Gdy oprużniłam regał z jego zawartości, mój pokuj wyglądał… tzn niewyglądał bo go widać niebyło z pod sterty moich rupieci. Ledwo to zrobiłam wpadł Darek i oznajmił że oglądamy „Kroniki Ridicka”
No jak można nieobejrzeć toż gra w nim Vin Deisel nasz idol i jeszcze lody krówkowe mmmm… Tak więc sprzątanie zostało same sobie…
22 grudnia, nieposzłam na wigilię klasową, gdyż czekała nas wyprawa po prezenty. O 11 zapakowaliśmy się do samochodu i w drogę. Cały dzień męczył nas Odtruwacz (odtruwacz- nasz stary) Taaa… wruciliśmy o 18 a kupiliśmy niewiele… Skończyłam z regałem i ruszyłam biurko… Zagnałam brata do sprzatania i wyglądało to mniej więcej tak…
8bbc14da57.jpg
Gdy piwa zabrakło zaczeliśmy obalać denaturat ;P
23 grudnia. Ciężki dzień, najpierw pojechaliśmy na budowę sprzatać i z tamtąd do miasta. Dzień wcześmiej upatrzyliśmy dla mamy dvd, ale niekupiliśmy gdyż trza było poszukać a nuż lepsze i tańsze sie trafi. Ale sie nietrafiło więc wróciliśmy po tmto, i co i lipa niema, wykupili hieny cmentarne jedne!! Ale miała przyjść dostawa… Znów do domu wruciliśmy o 18 z prawie niczym… Ledwo ale sie udało dokończyłam sprzątać mój pokuj i o ok 22 przybył Darek z Eweliną i zaczeliśmy ubierać hoinkę:
059ba0639b.jpg
U nas tak zawsze, zanim zaczniemy ubierać hoinkę… minie z 2 godziny…
8f841af061.jpg
Wbrew pozorom te panie nic niepiły i są całkiem trzeźwe
0492e2bf5d.jpg01d840a119.jpg
Niebędę opisywać co się tam wyprawiało w miedzyczasie… Skończylismy gdzieś ok 2 w nocy, ja siedziełam jescze do 4 jkieś poprawki i porządki.
Wigilia w części nastepnej ;)

Trochę światła i śnieg a te, tak znane miejsca stają się niezwykłe
(wiem że marna jakość, ale cięrzko na blog coś lepszego wstawić)

83b0c3a743.jpg

W stronę słońca…

228ffc68bb.jpg

Jak ja kocham śnieg!! Gdy pada normalnie czuję się jak bym miała 7 lat. Gdy chodze z moim 30 letnim bratem po sklepach z zabawkami czuję się identycznie (z tym że mam młodszego 5 letniego brata) ;P
Wracając do zimy… Niedziela była wręcz niesamowita. Umówiłam się z Moniką sinusową na teren, rano myślałam że nic z tego, ale gdy zdecydowałyśmy że śnieżyca nam niestraszna i, i tak pojedziemy, wyszło słoneczko!
W terenie było pięknie, zaśnierzony poligon i piękny biały las. Monika od kiedy usłyszała że w okolicy grasuje watacha wilków ma jakieś schizy. Jedziemy sobie spokojnie i ni z tąd ni z owąd ona się zatrzymóje i straszy mnie wilkami, a to były po prostu nieośnierzone płaty ziemi w oddali, ehh. Ale i tak było super. Pogoda przepiękna, a las taki cichy i jasny był…
A oto las…

00df047876.jpg
28589e275a.jpg

  • RSS